Wyboisty trakt Don Huama

Tej zimy Don Huam kończył trzydzieści trzy lata i od dnia urodzin był przekonany, że tego roku wydarzy się coś bardzo ważnego w jego życiu. Jak większość Brazylijczyków głęboko wierzył w Chrystusa, choć nauka mówiła wiele o tym, że większość prawd głoszonych w kościele to fikcja. Nauka nie zaprzeczała istnieniu samego Chrystusa ale podważała tezy o Jego cudotwórczych czynach. Panowało również przekonanie, wśród rówieśników Don Huama, że wiara to strach i prymityw. Ponieważ sam interesował się wieloma rzeczami, doskonale wiedział, że większość przypisywanych Chrystusowi poczynań można naukowo wytłumaczyć. Dlatego też nie chadzał na do kościoła na msze, ale odwiedzał Chrystusa i rozmawiał z Nim. Wierzył bowiem w to, że taki człowiek jak Jezus istniał a i sam Don Huam wierzył również w życie pozagrobowe. W rozmowach z Nim najczęściej poruszał temat samotności. Miał co prawda przyjaciół, kolegów, koleżanki ale brakowało mu tej drugiej bratniej duszy z którą co rano mógłby się przywitać, wymienić uśmiechy, napić się porannej kawy i porozmawiać a potem wyruszyć do pracy i po ciężkim dniu przytulić się spokojnie do niej. Brakowało mu tupotu małych dziecinnych nóżek, dziecięcego głosu proszącego o podanie czegoś do picia, czy przeczytania bajki na dobranoc. Prosił Jezusa o to by w końcu postawił na jego drodze odpowiednią kobietę, najlepiej z dzieckiem, tak aby mogli stworzyć rodzinę.
Don Huam wiódł dotychczas życie samotnego rozwodnika. Był facetem z przeszłością i właśnie dlatego zdawał sobie sprawę z tego, że kolejny związek może nie wyjść. Był świadomy swojej przeszłości. Choć nie była ona taka straszna. Nie miał nic prócz bogatego wnętrza siebie i cholernej ochoty kochania i bycia kochanym. Był w stanie poświęcić wszystko dla tej jedynej kobiety, o ile ją spotka. Pracował w fabryce na trzy zmiany i dorabiał jako pismak i fotoreporter w lokalnej gazecie. Praca w fabryce pozwala jakoś wiązać koniec z końcem a ta w gazecie pozwalała mu rozwijać się emocjonalnie, duchowo, naukowo, politycznie, umysłowo. Odwiedzali go notorycznie przyjaciele, dostawał wciąż telefony, smsy, wiadomości na komunikatorach internetowych od znajomych z całego kraju.
Pewnego zimowego wieczora prośby Don Huama zostały wysłuchane. Jezus, tudzież przypadek, jak kto woli sprawił, że w jego życiu pojawiła się przepiękna niewiasta. Była naprawdę ucieleśnieniem marzeń tego dochodzącego dojrzałego wieku mężczyzny. Była spełnieniem jego marzeń. Wysoka, szczupła, zadbana, elegancka kobieta o kruczo czarnych włosach i jakże cudownie pięknie chabrowych oczach. Nie wiedział tego wszystkiego od razu, ponieważ poznał ją za pośrednictwem techniki zwanej Internetem, a zdjęcie było czarno-białe. Poza tym był ostrożny. Nic przecież o niej nie wiedział. Cieszył się jak dziecko kiedy odpisała na jego wiadomość i zaproponowała najpierw kontakt mejlowy. Po paru wymienionych listach zdecydowała się spotkać z Don Huamem. Umówili się na koncert Kwaso Pijców i od tego czasu wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Ciąg Dalszy Może Nastąpi...