piątek, 3 czerwca 2011

"Nie ważne ile dajemy, a ile miłości wkładamy w dawanie. To jest początek współodczuwania."

Matka Teresa z Kalkuty

Jest to tekst, który jest wynikiem rozmowy na temat cytowanych słów Matki Teresy, z moją wspaniałą koleżanką, studentką pierwszego roku pracy socjalnej, której życzę wytrwania na tym kierunku studiów ponieważ jest wspaniałym, wartościowym, uczuciowym człowiekiem. :)

Sądzę, że Matka Teresa z Kalkuty wypowiadając te słowa nie miała oczywiście na myśli dawania rzeczy materialnych, a czynienie dobra. W trakcie swojego życia, które bez wątpienia było misją, a misja ta pracą socjalną na rzecz ubogich, skrzywdzonych, chorych kobiet i dzieci, wykazała się wielką miłością do ludzi. Moim skromnym zdaniem aby czynić dobro trzeba umieć kochać ludzi. Jest to miłość bezinteresowna, ponadczasowa, nie taka jaka istnieje pomiędzy mężczyzną a kobietą, lecz raczej taka jaka istnieje między rodzicem a dzieckiem.
Można by powiedzieć, że wspomniane słowa tej Misjonarki mogą być podstawą, powinny wyznaczać pewien kierunek dla osób wykonujących takie zawody jak pedagog, nauczyciel, pracownik socjalny, ostatnio tak modny przecież - asystent rodziny, czy wreszcie ksiądz. A więc zawodów, które powinno wykonywać się z powołania, wkładając właśnie w wykonywanie ich miłość. Każda osoba wykonująca wspomniany wyżej zawód jest przecież odpowiedzialna za kształtowanie swojego podopiecznego. Nauczyciel, pedagog - ucznia, pracownik socjalny czy asystent rodziny - powierzonych im podopiecznych, ksiądz odpowiedzialny jest za swoje „owieczki”. Każda z tych osób zajmuje się szeroko rozumianą pedagogizacją, która przecież nie odnosi się tylko do uczniów, młodych ludzi ale także do osób dorosłych. Nie ważne ile te osoby dają, w sensie edukowania. Nie ważne jak wiele trzeba nauczyć każdego człowieka, ale ważna jest jakość przekazywania swojej wiedzy. W przypadku nauczania, miłość wyraża się poprzez cierpliwość, bo przecież trzeba mieć niekiedy anielską cierpliwość do ucznia któremu tłumaczy się po raz kolejny wzór skróconego mnożenia, czy prawa fizyki. Miłość w tym przypadku wyraża się również poprzez samokształcenie i szukanie takich metod tłumaczenia zawiłych praw fizyki czy innych spraw, aby uczeń je zrozumiał. Wyraża się także poprzez absolutny brak oceny drugiej osoby na zasadzie "jesteś taki czy inny".
Słowa Matki Teresy, wychodząc bardziej od początku, zaczynając od domu rodzinnego rozumiem w ten sposób: metody wychowania - ich jakość, a więc wkładanie miłości w dawanie, a więc wychowywanie w domu rodzinnym dziecka przez rodziców czy opiekunów, relacje panujące pomiędzy opiekunami przekłada się na dalszy rozwój dziecka w wieku najpierw adolescencji a następnie wtedy gdy osiągnie już dorosłość. Takie relacje jak zrozumienie, szacunek między rodzicami, rodzicami a dzieckiem, cierpliwość do nawet krnąbrnego wychowanka, z pewnością zaowocują pozytywnie w każdym wieku wychowywanego osobnika, a i w dużej mierze zostanie przekazane na następne pokolenie. I z psychologii wiemy, że tak będzie dopóki łańcuszek ten nie zostanie przerwany przez wprowadzenie patologicznego ogniwa.
Pomiędzy małżonkami, czy partnerami. Czy miłość wyraża się poprzez dawanie rzeczy materialnych – prezentów? Czy poprzez szacunek, obopólne wspieranie, wzajemną pomoc choćby w codziennych obowiązkach? Czy facet który przychodzi do domu po pracy siada w fotelu, zakłada kapcie, bierze pilota od telewizora do ręki lub czyta gazetę i ostentacyjnie czeka na podanie obiadku przez „panią domu”, kocha tę kobietę ? Nie. Nie ma tu miłości, nie ma nawet dawania niczego od siebie. A sytuacje takie rodzą niechęć do drugiej osoby, brak szacunku i wiele innych negatywnych uczuć. Z drugiej strony można postawić partnerkę, która jest roszczeniowa i poprzez swoje oczekiwania ze strony partnera, nie pomagając mu w realizowaniu podniesionej przez nią poprzeczki, dobija go i sprowadza do bardzo niskiego parteru. Może to się odbywać na zasadzie „a Kowalscy mają nowy samochód a my dalej jeździmy starym gratem” lub, o zgrozo, „ nie spełniasz warunków do tego aby sprostać moim wymaganiom”. Takie materialistyczne podejście zepsuje każdy, choćby najpiękniejszy związek, a miłość prędzej czy później zamieni się w nienawiść. Mówię prędzej czy później, bo jakoś tak jest, że osoba która kocha, dopóki kocha nie widzi nawet największych wad swojego partnera.
W dawaniu, największą porażką dla każdego, któremu zależy na drugim człowieku, wydaje się być to gdy widzimy kolejne błędy popełniane przez obdarowywanego, a my z głębi serca chcemy uchronić taką osobę. Brak sukcesów w dawaniu nawet z największą ilością miłości powoduje u dającego niechęć, poddanie się.
Dlaczego jakość i ilość wkładanej w dawanie miłości jest początkiem odczuwania? Myślę, że dlatego, iż dobro czyni się dobrem. Im więcej miłości się włoży, tym więcej się jej wyjmie, tym więcej ludzi się nią zarazi i będzie przekazywało ją dalej.
Czynienie dobra to ciężka praca. Z perspektywy historii, wydaje się, że ze względu na uprzemysłowienie świata, ogólną globalizację tym cięższe.

1 komentarz:

  1. Podpisuję się pod tym obiema rękoma... :) Tytułowe motto towarzyszy mi w moim cudownym życiu... Muszę zaglądać tu częściej.... :)

    OdpowiedzUsuń