sobota, 26 lutego 2011

Biedronka versus reszta

   Jeronimo Martins Dystrybucja jest właścicielem największej w Polsce sieci sklepów detalicznych Biedronka, liczącej obecnie ponad 1600 sklepów i 9 nowoczesnych Centrów Dystrybucyjnych. Obecnie Grupa Jeronimo Martins to największy koncern spożywczy w Portugalii. Jest właścicielem sieci hiper- i supermarketów Feira Nova i Pingo Doce oraz sieci hurtowni typu "cash &carry" Recheio. Do Grupy należą zakłady produkujące między innymi wyroby tłuszczowe, lody, mrożonki i wodę mineralną. Jeronimo Martins jest także wyłącznym dystrybutorem w Portugalii światowych marek takich jak Calvin Klein, Nino Cerutti czy Hussel, Nestle (wybrane marki), Bahlsen, Heinz/Guloso, Kellog's. Od 1989 roku akcje Grupy Jeronimo Martins są notowane na portugalskiej giełdzie papierów wartościowych. Firma rozpoczęła działalność na polskim rynku w 1995 roku. Biedronka to najbardziej popularna i największa sieć sklepów detalicznych w Polsce, którą regularnie odwiedza aż 55% Polaków. Biedronka znalazła się wśród marek, które wyselekcjonowano spośród 1200 obecnych na polskim rynku. Zwyciężyła w opublikowanym przez "Rzeczpospolitą" rankingu "Priorytet w świadomości". W 2008 w rankingu Siły Marki Rzeczpospolitej, Biedronka zajęła pierwsze miejsce ze wszystkich badanych marek w swojej branży pod względem udziałów rynkowych. Zaś w opublikowanym rankingu największych przedsiębiorstw 2009 r. Biedronka zajęła 5 miejsce, dzięki obrotowi przekraczającemu 16 mld zł. Według informacji na stronie internetowej dyskontu, 95% produktów pochodzi z polskiej produkcji.
   Nowy sklep dyskontu Biedronka został otwarty w naszym mieście, dziewiątego grudnia br. na Warszowie. Jest ulokowany na drodze wyjazdowej ze Świnoujścia praktycznie vis’a vis Terminalu Promów. W sklepie nie można płacić kartami płatniczymi czy kredytowymi, ale tuż przy wejściu wita nas bankomat który niweluje tę niedogodność. Inwestorowi widać spieszyło się bardzo otworzyć sklep przed świątecznym bumem, bowiem kilka kroków dalej rzucają się w oczy niedociągnięcia w postaci „ratowanego” sufitu, który musiał przemakać skoro kasetony owinięte są folią a na co niektórych widać żółte plamy. I to tuż nad półkami z pieczywem. Kierowniczka sklepu, kiedy się przedstawiłem, od razu powiedziała mi, że nie będzie ze mną rozmawiać i przeciągnęła przez cały sklep aby pokazać mi, zastawioną do połowy towarem, tablicę informacyjną z numerem telefonu infolinii dla konsumentów. W trakcie tego „spaceru” zauważyłem, że na stoisku alkoholowym jest tylko piwo, więc zapytałem „Kiedy dostaniecie koncesje na alkohol?”. W odpowiedzi padło „Nic nie powiem”. Czyżby jakiś blady strach? Podziękowałem za wskazanie numeru telefonu, wymieniliśmy z kierowniczką grzecznościowe uśmiechy i wyszedłem przed sklep. W dniu otwarcia sklepu parking był pełny. Tego dnia stało kilka aut, które mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki a numery rejestracyjne rozpoczynały się od liter ZGL, ZKA. W trakcie drogi do Biedronki napotkałem trzech budowlańców z pobliskiej budowy. Oni też nie byli ze Świnoujścia, a w samym sklepie raczej nie było jakiś powalających tłumów. Tylko pan w ciemnym garniturze pomykał za mną, niczym mój prawie cień. No cóż, może pora była nieodpowiednia, bowiem byłem tam około południa. A i na dziennikarza, być może,  nie bardzo wyglądałem, tylko pewnie na jakiegoś łobuza. Bo to jakiś gość w glanach, w spodniach typu bojówki, bez koszyka włazi i szwęda się po sklepie.
   Stojąc przed sklepem, zastanawiając się co dalej, spotkałem znajomą.  Spytałem „Często tu Pani robi zakupy?” „Nieee, ja tu niedaleko pracuję, a to jest w tej chwili najbliższy sklep. Czasem wyskoczę po jakieś bułki”- odpowiedziała. Cóż było robić? Pytać o zadowolenie z nowego sklepu w tak egzotycznym miejscu na części wyspy należącej do naszego miasta, nie było kogo. Wyruszyłem w głąb, w „centrum” Warszowa.
   Po drodze zachodziłem praktycznie do każdego napotkanego sklepu i pytałem czy nowo powstały duży sklep odciska się negatywnie na interesie mniejszych kupców. Póki co, na pewno pojawienia się sklepu dyskontu Biedronka nie odczuwają sklepy monopolowe zlokalizowane na tej części miasta. A zauważyłem, że najlepiej sprzedaje się w nich „Leśna”. Są jednak takie, w których robi zakupy stała grupa mieszkańców, udająca się do pracy. Tu dużym atutem są wczesne godziny otwarcia sklepów. Jednak mimo to w jednym z rozpytywanych sklepów usłyszałem: „Musieliśmy zredukować zamówienia od kiedy pojawiła się Biedronka. Szczególnie pieczywa”. Idąc dalej wcale nie było gorzej. Wręcz przeciwnie. W kolejnym sklepie rozmawiałem z ekspedientką która pałała optymizmem, mówiąc: „Panie, co ma być to będzie. My wcale nie zmniejszaliśmy zamówień, a ludzie ci co przychodzili przychodzą dalej. Dla mnie to nawet dobrze, że jest ta Biedronka, bo czasem kierowcy tirów przyjeżdżali do mnie i brali po trzy zgrzewki piwa, a ja nie miałam później towaru dla klientów.”
    Warszów jest dzielnicą osób raczej biednych, emerytów, rencistów. Wydawałoby się, że sklep Biedronka jest dla nich zbyt daleko położony i nie będzie się chciało osobom starszym pędzić po bułki, co najmniej kilka kilometrów od centrum Warszowa. Jednak w innym sklepie usłyszałem to, o czym nawet nie pomyślałem. „Wie Pan jaka to dzielnica?” Skinąłem głową, że wiem. „No widzi Pan, w większym sklepie możliwe, że jest coś łatwiej ukraść. Poza tym zwykła ludzka ciekawość. Jedna klientka przyszła do mnie i powiedziała, że zostawiła w Biedronce dwieście złotych i nic nie kupiła. Ale nie zostawi ich już u mnie, bo ich nie ma.”
   Właściciele kilku sklepików na Warszowie i nawet w Łunowie narzekają jednak, że otwarcie Biedronki spowodowało u nich spadek obrotów. Jeden ze sklepów nieopodal przejazdu kolejowego definitywnie kończy swoją działalność, prowadząca go kobieta, wręcz mówi, że powodem jest otwarcie Biedronki i dramatyczny u niej spadek liczby klientów. „Panie, mam dosyć tego kraju i tego, co tu się dzieje, tu przecież nikogo nie obchodzą tacy mali sklepikarze jak ja. Wyjeżdżam za granicę.” – mówi mocno rozeźlona właścicielka.
   Dzieje się tak po mimo tego, że zdecydowana większość klientów deklarowała, że woli chodzić do „swoich” sklepów, które prawie ma „pod nosem”. Tych którzy mówili, że zaszli do Biedronki było nie wielu, a i praktycznie od razu zaznaczali, że byli tam z ciekawości. Ci którzy deklarowali tam stałość w robieniu zakupów to osoby które przyjeżdżają do Świnoujścia do pracy. A przyjeżdżają z Kołczewa, Międzyzdrojów, Sułomina. Wszystkim jest wygodnie zatrzymać się przy Biedronce wyjeżdżając z naszego miasta. Te osoby z Sułomina, musiałyby zjeżdżać z trasy do domu, na Międzyzdroje lub pojechać do Wolina. Dyskont Biedronka powinien pomyśleć o większym parkingu. Być może takim jaki ma, nieopodal położony Shop’n go, który pomieściłby choć kilka tirów. Kupców z Warszowa i okolicy czeka jeszcze jeden eksperyment, bowiem tuż przy przejeździe kolejowym będzie otwarty sklep sieci Żabka. Mówi się również o wybudowaniu na Warszowie sklepu sieci Netto. Jeśli do tego dojdzie przyszłość małych sklepików w tej części miasta może się zapowiadać fatalnie.
    Oriano F.

wtorek, 1 lutego 2011

Barwy muzyki wypływają z „Centrali”

   Dzięki szerszemu spojrzeniu na horyzont świata muzyki i nie tylko, jak się okazuje przeglądając stronę internetową Jazz Club’u Centrala, przez właściciela tego osobliwego klubu  Darka Ryżczaka, w naszym mieście od dłuższego już czasu dostajemy próbki mocnej alternatywnej muzyki. Alternatywa ta jest jak gdyby pikantną przyprawą do ekskluzywnej potrawy, którą bez wątpienia stanowią tacy wykonawcy jak Kev Fox, Krystyna Prońko, Marek Dyjak, międzynarodowy kwartet jazzowy Kran, Blue Note Blues Band. Krótko mówiąc jest dopełnieniem całego wachlarza muzycznego. Od jazzu, blues’a, po punk-rock, hard rock, i wszelkiego rodzaju muzykę typu metal.
   SWAMP, bo taką nazwę noszą wspomniane próbki muzyki zwanej metalową, to impreza prawie cykliczna. Od początku 2010 roku do stycznia obecnego roku, zorganizowano takich imprez sześć. Zaistniały na niej takie zespoły jak Quo Vadis (Szczecin), Empty Playground, Blessed In Death (Świnoujście), Mortal God (Goleniów), Demon Vomit (Szczecin), a nawet zespół z Niemiec Death Remains. SWAMP to ciężkie, mroczne brzmienia trash metalu, death metalu, death industrialu, itp.
   Oprócz SWAMP’u w „Centrali” pojawiły się koncerty typowo alternatywne na których zagrały punk-rockowe zespoły takie jak The Analogs i dobrze rokujący na przyszłość świnoujski K.Z.K (koncert odbył się 15.01 b.r.). Pod koniec ubiegłego roku zagrała jedna z legend muzyki punk-rockowej Sedes, poprzedzona gliwickim zespołem Wiśnia Mocne i rodzimym K.Z.K. Alternatywnie pod względem prezentowanej muzyki, zrobiło się również podczas tegorocznego XIX finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na którym kilka zespołów miało swoje „pięć minut”. I chociaż nie wszystkim podobał się pomysł, bo jedni nazwą taniec pogo „obijaniem się w epileptycznym szale” a inni pamiętają, że ten taniec wywodzi się z kultury Indian. Dla funkcjonariuszy SB, obserwujących koncerty punk-rockowe odbywające się w latach osiemdziesiątych w Jarocinie to „rytualny taniec wzmacniający ducha i mięśnie” jak pisali w meldunkach. Dla punka czy metala to po prostu zabawa. I chociaż dla postronnych osób wygląda na niebezpieczną i sprawiającą wrażenie prawdziwej bójki to tak naprawdę nic nikomu się złego nie stanie, ponieważ w subkulturze tej panuje wyjątkowa solidarność i osoby które się przewrócą są natychmiast podnoszone przez tańczących obok. Prawda jest taka, że ta wyjątkowa muzyka zaistniała na WOŚP a Ci „specyficzni” ludzie przyczynili się swoją pracą do tego, że osoby z kręgu nietypowej subkultury wyszły z domów i wrzuciły jakiś pieniążek do puszki. Swoją drogą ciekawe ilu ludzi dziś pamięta Jurka Owsiaka jako głos Rozgłośni Harcerskiej, założyciela Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników, czy jako Obserwatora Rzeczy Ulotnych i Dziwnych w prowadzonym, wraz z Agatą Młynarską na antenie telewizyjnej Dwójki, programie „Kręcioła”? Kto pamięta Jurka chłodzącego, pogujących pod jarocińską sceną ludzi, wylewając na nich wiadra zimnej wody? To były wczesne lata dziewięćdziesiąte. Można, chyba śmiało powiedzieć, że na pierwsze finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odpowiedziały właśnie głównie subkultury związane z muzyką rockową i punk-rockową następnie harcerze, a później to już poleciała fala.
   Nie da się ukryć, że organizacja takich koncertów, czy udostępnienie lokalu, sceny dla niecodziennej muzyki spotyka się z brakiem aprobaty ze strony tych „normalnych”, jak mówią o sobie, rezydentów naszego wyjątkowego grodu. A metropolia nasza jest wyjątkowa bez wątpliwości. Wspomniany wcześniej właściciel osobliwego szynku, nie raz miał do czynienia z patrolem policji przybyłym z powodu zakłócania ciszy nocnej. Raz zdarzyło się niestety, że musiał przerwać koncert, bowiem zbliżała się godzina dwudziesta druga. Spotkało się to z dużym niezadowoleniem, ze strony uczestników koncertu. Szczególnie tych przybyłych spoza naszej aglomeracji a organizatorzy przyjęli sporo niemiłych słów.
Widać zapomnieli co niektórzy, „normalni”, jak na starych szpulowcach ZK-140 podłączonych do radioodbiornika zgrywali piosenki z radiowej Trójki, takich zespołów jak Black Sabath, Judas Priest, Pink Floyd, King of Crinsom, Metallica czy zespołów tak zwanego big beat’u jak np. Blackout, Czerwono-czarni i puszczali na cały regulator gdzieś po piwnicach czy garażach. Bo jak mówi stare powiedzenie „zapomniał wół jak cielęciem był”. Dla kogoś muzyką nie do wytrzymania będzie twórczość Antonio Vivaldiego, Bacha, Mozarta, Starego Dobrego Małżeństwa, Grupy Bukowina, Czerwonych gitar, Blackout’ów, Eminema, 2pac’a, dla innych Dezertera, Sex Pistols, The Analogs, K.Z.K czy wreszcie Pink Floyd, Metallica, i im podobnych.

   Faktem niezaprzeczalnym jest, że owe szerokie spojrzenie Darka Ryżczaka jakby dodaje różnych barw naszemu miastu, prezentuje całą gamę różnych muzycznych smaków. Zastanawia tylko to dlaczego Ci, którzy biorą pieniądze za organizację tego typu hulanek i ogólnie ujmując animację kulturalną naszego miasta nie mogą znaleźć pomysłu na zorganizowanie podobnych imprez. Biorąc do ręki plan imprez organizowanych przez Miejski Dom Kultury na bieżący rok mina rzednie, bowiem nie ma w nim nic nowego. Ani nowego pomysłu, ani nowej formy. Wniosek z tego taki, że jeśli obywatelu sam nic nie zrobisz, nie zorganizujesz na nowości z MDK nie masz co liczyć.

   Wspomnieć należy również, że są osoby w naszym mieście, które z rozrzewnieniem wspominają stary „Wiatrak”, organizowany jeszcze przez wszystkim znaną "Ciocię Ulę". Obecna forma tego przeglądu wydaje się być imprezą snobistyczną i zamkniętą. Poprzedni „Wiatrak” jakoś było widać w mieście i czuło się tę szantową atmosferę. Wtedy też nikt jakoś nie miał pretensji do organizowanego w czasie tego przeglądu, nocnego grania. Nikomu nie przeszkadzała muzyka grana w nocy, też pod samymi oknami budynku mieszkalnego, a wszyscy wyśmienicie się bawili, przyjeżdżali z całej Polski i nie tylko.