czwartek, 25 sierpnia 2011

FAM'owo

Opuściłem się trochę z tym pisaniem na blogu, ale a to jakiś brak weny twórczej, a to ilość obowiązków przytłaczająca.
W każdym razie - FAMA się dzieje w Świnoujściu i jest, jak zwykle, ciekawie, klimatycznie, wesoło, kolorowo. Przebywanie wśród studentów zdecydowanie nastraja pozytywnie na co dzień i z pewnością powoduje kreatywne myślenie. Bo wiem ich samych pomysłowość nie ma granic.
Wczorajszy koncert grupy Frument Project i przyjaciół to nader ciekawa muzyka. Mieszanka cover'ów i szlagierów w nowej aranżacji muzycznej. Chłopaki porwali publiczność do tańca i bisowali chyba jeszcze ze dwa razy. Najwięcej emocji wzbudził utwór "Ta ostania niedziela" w ich wykonaniu.






piątek, 3 czerwca 2011

"Nie ważne ile dajemy, a ile miłości wkładamy w dawanie. To jest początek współodczuwania."

Matka Teresa z Kalkuty

Jest to tekst, który jest wynikiem rozmowy na temat cytowanych słów Matki Teresy, z moją wspaniałą koleżanką, studentką pierwszego roku pracy socjalnej, której życzę wytrwania na tym kierunku studiów ponieważ jest wspaniałym, wartościowym, uczuciowym człowiekiem. :)

Sądzę, że Matka Teresa z Kalkuty wypowiadając te słowa nie miała oczywiście na myśli dawania rzeczy materialnych, a czynienie dobra. W trakcie swojego życia, które bez wątpienia było misją, a misja ta pracą socjalną na rzecz ubogich, skrzywdzonych, chorych kobiet i dzieci, wykazała się wielką miłością do ludzi. Moim skromnym zdaniem aby czynić dobro trzeba umieć kochać ludzi. Jest to miłość bezinteresowna, ponadczasowa, nie taka jaka istnieje pomiędzy mężczyzną a kobietą, lecz raczej taka jaka istnieje między rodzicem a dzieckiem.
Można by powiedzieć, że wspomniane słowa tej Misjonarki mogą być podstawą, powinny wyznaczać pewien kierunek dla osób wykonujących takie zawody jak pedagog, nauczyciel, pracownik socjalny, ostatnio tak modny przecież - asystent rodziny, czy wreszcie ksiądz. A więc zawodów, które powinno wykonywać się z powołania, wkładając właśnie w wykonywanie ich miłość. Każda osoba wykonująca wspomniany wyżej zawód jest przecież odpowiedzialna za kształtowanie swojego podopiecznego. Nauczyciel, pedagog - ucznia, pracownik socjalny czy asystent rodziny - powierzonych im podopiecznych, ksiądz odpowiedzialny jest za swoje „owieczki”. Każda z tych osób zajmuje się szeroko rozumianą pedagogizacją, która przecież nie odnosi się tylko do uczniów, młodych ludzi ale także do osób dorosłych. Nie ważne ile te osoby dają, w sensie edukowania. Nie ważne jak wiele trzeba nauczyć każdego człowieka, ale ważna jest jakość przekazywania swojej wiedzy. W przypadku nauczania, miłość wyraża się poprzez cierpliwość, bo przecież trzeba mieć niekiedy anielską cierpliwość do ucznia któremu tłumaczy się po raz kolejny wzór skróconego mnożenia, czy prawa fizyki. Miłość w tym przypadku wyraża się również poprzez samokształcenie i szukanie takich metod tłumaczenia zawiłych praw fizyki czy innych spraw, aby uczeń je zrozumiał. Wyraża się także poprzez absolutny brak oceny drugiej osoby na zasadzie "jesteś taki czy inny".
Słowa Matki Teresy, wychodząc bardziej od początku, zaczynając od domu rodzinnego rozumiem w ten sposób: metody wychowania - ich jakość, a więc wkładanie miłości w dawanie, a więc wychowywanie w domu rodzinnym dziecka przez rodziców czy opiekunów, relacje panujące pomiędzy opiekunami przekłada się na dalszy rozwój dziecka w wieku najpierw adolescencji a następnie wtedy gdy osiągnie już dorosłość. Takie relacje jak zrozumienie, szacunek między rodzicami, rodzicami a dzieckiem, cierpliwość do nawet krnąbrnego wychowanka, z pewnością zaowocują pozytywnie w każdym wieku wychowywanego osobnika, a i w dużej mierze zostanie przekazane na następne pokolenie. I z psychologii wiemy, że tak będzie dopóki łańcuszek ten nie zostanie przerwany przez wprowadzenie patologicznego ogniwa.
Pomiędzy małżonkami, czy partnerami. Czy miłość wyraża się poprzez dawanie rzeczy materialnych – prezentów? Czy poprzez szacunek, obopólne wspieranie, wzajemną pomoc choćby w codziennych obowiązkach? Czy facet który przychodzi do domu po pracy siada w fotelu, zakłada kapcie, bierze pilota od telewizora do ręki lub czyta gazetę i ostentacyjnie czeka na podanie obiadku przez „panią domu”, kocha tę kobietę ? Nie. Nie ma tu miłości, nie ma nawet dawania niczego od siebie. A sytuacje takie rodzą niechęć do drugiej osoby, brak szacunku i wiele innych negatywnych uczuć. Z drugiej strony można postawić partnerkę, która jest roszczeniowa i poprzez swoje oczekiwania ze strony partnera, nie pomagając mu w realizowaniu podniesionej przez nią poprzeczki, dobija go i sprowadza do bardzo niskiego parteru. Może to się odbywać na zasadzie „a Kowalscy mają nowy samochód a my dalej jeździmy starym gratem” lub, o zgrozo, „ nie spełniasz warunków do tego aby sprostać moim wymaganiom”. Takie materialistyczne podejście zepsuje każdy, choćby najpiękniejszy związek, a miłość prędzej czy później zamieni się w nienawiść. Mówię prędzej czy później, bo jakoś tak jest, że osoba która kocha, dopóki kocha nie widzi nawet największych wad swojego partnera.
W dawaniu, największą porażką dla każdego, któremu zależy na drugim człowieku, wydaje się być to gdy widzimy kolejne błędy popełniane przez obdarowywanego, a my z głębi serca chcemy uchronić taką osobę. Brak sukcesów w dawaniu nawet z największą ilością miłości powoduje u dającego niechęć, poddanie się.
Dlaczego jakość i ilość wkładanej w dawanie miłości jest początkiem odczuwania? Myślę, że dlatego, iż dobro czyni się dobrem. Im więcej miłości się włoży, tym więcej się jej wyjmie, tym więcej ludzi się nią zarazi i będzie przekazywało ją dalej.
Czynienie dobra to ciężka praca. Z perspektywy historii, wydaje się, że ze względu na uprzemysłowienie świata, ogólną globalizację tym cięższe.

wtorek, 1 marca 2011

Jak to z tą pracą u nas jest?


   Młodzi, wykształceni, ambitni ludzie twierdzą, że w naszym mieście nie ma dla nich miejsca. Przez poplecznictwo, kolesiostwo i układy wszelkiej maści mają problem ze znalezieniem pracy. Jak mówią, nie takiej dobrze płatnej, na prominentnym stanowisku, ale jakiejkolwiek. Postanowiłem przyjrzeć się temu problemowi bliżej. Rozmawiałem z jedną i drugą stroną. Młodych pytałem o ich doświadczenia w zdobywaniu pracy na terenie Świnoujścia, pracodawców o to jak zapatrują się na zatrudnianie młodych, wykształconych osób.
     Hipoteza
„Bez dobrych, ba baaardzo dobrych  „pleców” nie ma szans na prace w Świnoujściu, nie mówimy oczywiście o pracy w sklepie, chociaż i z tym jest ciężko. Tutaj nie ludzie są szukani na odpowiednie stanowisko, lecz specjalne stanowisko jest tworzone dla konkretnej osoby... A i z pracą w sklepie czy jakimkolwiek biurze jest ciężko, gdyż ludzie w sytuacji podobnej do mojej słyszą, że mają za wysokie wykształcenie na taką pracę.” – Natalia, mgr socjologii Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa

Ja myślę, że nie miałabym problemu. W Świnoujściu są cztery laboratoria i w każdym brakuje personelu. Myśląc o tak zwanych „plecach” stwierdzam fakt. Miałam praktyki u człowieka który zarządza trzema laboratoriami w Świnoujściu.
Więc sorki, jeśli zna mnie i wie, że jestem odpowiedzialna to mogę mieć łatwiej
w stosunku do osoby, której nie zna w konkursie o prace. Zresztą odnośnie pracy, ja nie chciałabym tu zostać. Świnoujście jest typowym miastem gdzie zatrudnia się znajomych albo znajomych znajomych. Wiem, że moim znajomym po studiach pomagali rodzice w zdobyciu pracy. Czy to w SG czy w wojsku czy w jakiś firmach. Większość pracy była załatwiana przez rodziców. A poza tym jest problem dla młodych ludzi np. z tylko średnim wykształceniem. Jedynie inaczej jest w przypadku kiedy ktoś zna dobrze język niemiecki
.” –studentka biologii US, w tym roku broni pracy licencjackiej. Planuje kontynuować naukę w kierunku analityki medycznej.

     Druga strona barykady
   Nie zgodzę się, że pracodawcy nie chcą zatrudniać młodych wykształconych osób. To nie prawda. Jeśli ktoś chce pracować to znajdzie pracę. Do naszego zakładu były kierowane osoby z PUP. Były to osoby z wykształceniem zasadniczym i od razu zakładały, że im się nie chce pracować. Co do tworzenia stanowisk pracy dla konkretnych osób w urzędach to może nie jest tak do końca, ale zgadza się, że z góry jest wiadomo kto na tym stanowisku będzie pracował. Procedura rekrutacyjna to pro forma. Sama doświadczyłam podobnego zdarzenia gdy starałam się o pracę w jednym z urzędów w Międzyzdrojach” – mówi pani Lidka, księgowa średniej wielkości zakładu produkcyjnego w Świnoujściu.

   Nie zgadzam się. Pracodawcy wolą zatrudniać młode wykształcone osoby bez doświadczenia, ryzykując w pewien sposób, zamiast osób starszych z wykształceniem i doświadczonych w zawodzie.” – wypowiedź Dyrektor PUP w Świnoujściu, Joanny Sokalskiej.

   Znane są przypadki z przeszłości kiedy to pracodawcy nie chcieli, wręcz bronili się rękoma i nogami, zatrudniać mężczyzn przed odbyciem zasadniczej służby wojskowej, ponieważ nie było to opłacalne dla pracodawcy,  miał zablokowany etat na okres trwania służby i był zobowiązany Kowalskiego przyjąć do pracy po uregulowaniu stosunku służby wojskowej. Na dzień dzisiejszy problem ten nie istnieje. Nie mniej jednak, kobiety nadal rodzą dzieci i rodzić będą. Znamy przypadki kiedy pracodawca nie chciał zatrudnić młodej dziewczyny lub gdy przesłanki wskazywały na to, że może być w ciąży - zwalniał ją lub nie przedłużał umowy. Spytałem co myśli Dyrektor PUP w Świnoujściu na ten temat.  „ Pracodawca nie może odmówić pracy młodej kobiecie, ponieważ jest ona potencjalną przyszłą matką, jest to dyskryminacja ”. Jednak dziwnym wydaje się fakt, że na początku bieżącego roku w pewnej firmie, działającej na terenie miasta Świnoujście, zwolniono około dziesięciu kobiet do trzydziestego roku życia, a fakt ten nastąpił kiedy jedna z pracownic poszła na zwolnienie lekarskie, z obawy przed utratą pracy ponieważ była w ciąży.

    Mieszane uczucia
   Młodzi na pewno są ambitni na pewno wykształceni. Smutnym jest to, że cichą prawdą, o której nie mówi się głośno, jest fakt poplecznictwa, kolesiostwa, zatrudniania znajomych. Smutna jest też refleksja, że teoria nie idzie w parze z praktyką. No bo jak? Kiedy pada słowo przeciw słowu, a Oni nadal nie mają wymarzonej pracy. Można by poradzić aby młodzież bardziej interesowała się rynkiem pracy i jeśli chcą zostać w Świnoujściu, kształcili się w zawodach które na tym terenie są potrzebne. Ale kto z nas w wieku piętnastu, szesnastu lat wiedział co chce robić i gdzie być? Młodym nie pozostaje nic innego jak próbować przebić ten mur, być bardziej aktywnymi nie tylko w sferze zawodowej ale również społecznej.

sobota, 26 lutego 2011

Biedronka versus reszta

   Jeronimo Martins Dystrybucja jest właścicielem największej w Polsce sieci sklepów detalicznych Biedronka, liczącej obecnie ponad 1600 sklepów i 9 nowoczesnych Centrów Dystrybucyjnych. Obecnie Grupa Jeronimo Martins to największy koncern spożywczy w Portugalii. Jest właścicielem sieci hiper- i supermarketów Feira Nova i Pingo Doce oraz sieci hurtowni typu "cash &carry" Recheio. Do Grupy należą zakłady produkujące między innymi wyroby tłuszczowe, lody, mrożonki i wodę mineralną. Jeronimo Martins jest także wyłącznym dystrybutorem w Portugalii światowych marek takich jak Calvin Klein, Nino Cerutti czy Hussel, Nestle (wybrane marki), Bahlsen, Heinz/Guloso, Kellog's. Od 1989 roku akcje Grupy Jeronimo Martins są notowane na portugalskiej giełdzie papierów wartościowych. Firma rozpoczęła działalność na polskim rynku w 1995 roku. Biedronka to najbardziej popularna i największa sieć sklepów detalicznych w Polsce, którą regularnie odwiedza aż 55% Polaków. Biedronka znalazła się wśród marek, które wyselekcjonowano spośród 1200 obecnych na polskim rynku. Zwyciężyła w opublikowanym przez "Rzeczpospolitą" rankingu "Priorytet w świadomości". W 2008 w rankingu Siły Marki Rzeczpospolitej, Biedronka zajęła pierwsze miejsce ze wszystkich badanych marek w swojej branży pod względem udziałów rynkowych. Zaś w opublikowanym rankingu największych przedsiębiorstw 2009 r. Biedronka zajęła 5 miejsce, dzięki obrotowi przekraczającemu 16 mld zł. Według informacji na stronie internetowej dyskontu, 95% produktów pochodzi z polskiej produkcji.
   Nowy sklep dyskontu Biedronka został otwarty w naszym mieście, dziewiątego grudnia br. na Warszowie. Jest ulokowany na drodze wyjazdowej ze Świnoujścia praktycznie vis’a vis Terminalu Promów. W sklepie nie można płacić kartami płatniczymi czy kredytowymi, ale tuż przy wejściu wita nas bankomat który niweluje tę niedogodność. Inwestorowi widać spieszyło się bardzo otworzyć sklep przed świątecznym bumem, bowiem kilka kroków dalej rzucają się w oczy niedociągnięcia w postaci „ratowanego” sufitu, który musiał przemakać skoro kasetony owinięte są folią a na co niektórych widać żółte plamy. I to tuż nad półkami z pieczywem. Kierowniczka sklepu, kiedy się przedstawiłem, od razu powiedziała mi, że nie będzie ze mną rozmawiać i przeciągnęła przez cały sklep aby pokazać mi, zastawioną do połowy towarem, tablicę informacyjną z numerem telefonu infolinii dla konsumentów. W trakcie tego „spaceru” zauważyłem, że na stoisku alkoholowym jest tylko piwo, więc zapytałem „Kiedy dostaniecie koncesje na alkohol?”. W odpowiedzi padło „Nic nie powiem”. Czyżby jakiś blady strach? Podziękowałem za wskazanie numeru telefonu, wymieniliśmy z kierowniczką grzecznościowe uśmiechy i wyszedłem przed sklep. W dniu otwarcia sklepu parking był pełny. Tego dnia stało kilka aut, które mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki a numery rejestracyjne rozpoczynały się od liter ZGL, ZKA. W trakcie drogi do Biedronki napotkałem trzech budowlańców z pobliskiej budowy. Oni też nie byli ze Świnoujścia, a w samym sklepie raczej nie było jakiś powalających tłumów. Tylko pan w ciemnym garniturze pomykał za mną, niczym mój prawie cień. No cóż, może pora była nieodpowiednia, bowiem byłem tam około południa. A i na dziennikarza, być może,  nie bardzo wyglądałem, tylko pewnie na jakiegoś łobuza. Bo to jakiś gość w glanach, w spodniach typu bojówki, bez koszyka włazi i szwęda się po sklepie.
   Stojąc przed sklepem, zastanawiając się co dalej, spotkałem znajomą.  Spytałem „Często tu Pani robi zakupy?” „Nieee, ja tu niedaleko pracuję, a to jest w tej chwili najbliższy sklep. Czasem wyskoczę po jakieś bułki”- odpowiedziała. Cóż było robić? Pytać o zadowolenie z nowego sklepu w tak egzotycznym miejscu na części wyspy należącej do naszego miasta, nie było kogo. Wyruszyłem w głąb, w „centrum” Warszowa.
   Po drodze zachodziłem praktycznie do każdego napotkanego sklepu i pytałem czy nowo powstały duży sklep odciska się negatywnie na interesie mniejszych kupców. Póki co, na pewno pojawienia się sklepu dyskontu Biedronka nie odczuwają sklepy monopolowe zlokalizowane na tej części miasta. A zauważyłem, że najlepiej sprzedaje się w nich „Leśna”. Są jednak takie, w których robi zakupy stała grupa mieszkańców, udająca się do pracy. Tu dużym atutem są wczesne godziny otwarcia sklepów. Jednak mimo to w jednym z rozpytywanych sklepów usłyszałem: „Musieliśmy zredukować zamówienia od kiedy pojawiła się Biedronka. Szczególnie pieczywa”. Idąc dalej wcale nie było gorzej. Wręcz przeciwnie. W kolejnym sklepie rozmawiałem z ekspedientką która pałała optymizmem, mówiąc: „Panie, co ma być to będzie. My wcale nie zmniejszaliśmy zamówień, a ludzie ci co przychodzili przychodzą dalej. Dla mnie to nawet dobrze, że jest ta Biedronka, bo czasem kierowcy tirów przyjeżdżali do mnie i brali po trzy zgrzewki piwa, a ja nie miałam później towaru dla klientów.”
    Warszów jest dzielnicą osób raczej biednych, emerytów, rencistów. Wydawałoby się, że sklep Biedronka jest dla nich zbyt daleko położony i nie będzie się chciało osobom starszym pędzić po bułki, co najmniej kilka kilometrów od centrum Warszowa. Jednak w innym sklepie usłyszałem to, o czym nawet nie pomyślałem. „Wie Pan jaka to dzielnica?” Skinąłem głową, że wiem. „No widzi Pan, w większym sklepie możliwe, że jest coś łatwiej ukraść. Poza tym zwykła ludzka ciekawość. Jedna klientka przyszła do mnie i powiedziała, że zostawiła w Biedronce dwieście złotych i nic nie kupiła. Ale nie zostawi ich już u mnie, bo ich nie ma.”
   Właściciele kilku sklepików na Warszowie i nawet w Łunowie narzekają jednak, że otwarcie Biedronki spowodowało u nich spadek obrotów. Jeden ze sklepów nieopodal przejazdu kolejowego definitywnie kończy swoją działalność, prowadząca go kobieta, wręcz mówi, że powodem jest otwarcie Biedronki i dramatyczny u niej spadek liczby klientów. „Panie, mam dosyć tego kraju i tego, co tu się dzieje, tu przecież nikogo nie obchodzą tacy mali sklepikarze jak ja. Wyjeżdżam za granicę.” – mówi mocno rozeźlona właścicielka.
   Dzieje się tak po mimo tego, że zdecydowana większość klientów deklarowała, że woli chodzić do „swoich” sklepów, które prawie ma „pod nosem”. Tych którzy mówili, że zaszli do Biedronki było nie wielu, a i praktycznie od razu zaznaczali, że byli tam z ciekawości. Ci którzy deklarowali tam stałość w robieniu zakupów to osoby które przyjeżdżają do Świnoujścia do pracy. A przyjeżdżają z Kołczewa, Międzyzdrojów, Sułomina. Wszystkim jest wygodnie zatrzymać się przy Biedronce wyjeżdżając z naszego miasta. Te osoby z Sułomina, musiałyby zjeżdżać z trasy do domu, na Międzyzdroje lub pojechać do Wolina. Dyskont Biedronka powinien pomyśleć o większym parkingu. Być może takim jaki ma, nieopodal położony Shop’n go, który pomieściłby choć kilka tirów. Kupców z Warszowa i okolicy czeka jeszcze jeden eksperyment, bowiem tuż przy przejeździe kolejowym będzie otwarty sklep sieci Żabka. Mówi się również o wybudowaniu na Warszowie sklepu sieci Netto. Jeśli do tego dojdzie przyszłość małych sklepików w tej części miasta może się zapowiadać fatalnie.
    Oriano F.

wtorek, 1 lutego 2011

Barwy muzyki wypływają z „Centrali”

   Dzięki szerszemu spojrzeniu na horyzont świata muzyki i nie tylko, jak się okazuje przeglądając stronę internetową Jazz Club’u Centrala, przez właściciela tego osobliwego klubu  Darka Ryżczaka, w naszym mieście od dłuższego już czasu dostajemy próbki mocnej alternatywnej muzyki. Alternatywa ta jest jak gdyby pikantną przyprawą do ekskluzywnej potrawy, którą bez wątpienia stanowią tacy wykonawcy jak Kev Fox, Krystyna Prońko, Marek Dyjak, międzynarodowy kwartet jazzowy Kran, Blue Note Blues Band. Krótko mówiąc jest dopełnieniem całego wachlarza muzycznego. Od jazzu, blues’a, po punk-rock, hard rock, i wszelkiego rodzaju muzykę typu metal.
   SWAMP, bo taką nazwę noszą wspomniane próbki muzyki zwanej metalową, to impreza prawie cykliczna. Od początku 2010 roku do stycznia obecnego roku, zorganizowano takich imprez sześć. Zaistniały na niej takie zespoły jak Quo Vadis (Szczecin), Empty Playground, Blessed In Death (Świnoujście), Mortal God (Goleniów), Demon Vomit (Szczecin), a nawet zespół z Niemiec Death Remains. SWAMP to ciężkie, mroczne brzmienia trash metalu, death metalu, death industrialu, itp.
   Oprócz SWAMP’u w „Centrali” pojawiły się koncerty typowo alternatywne na których zagrały punk-rockowe zespoły takie jak The Analogs i dobrze rokujący na przyszłość świnoujski K.Z.K (koncert odbył się 15.01 b.r.). Pod koniec ubiegłego roku zagrała jedna z legend muzyki punk-rockowej Sedes, poprzedzona gliwickim zespołem Wiśnia Mocne i rodzimym K.Z.K. Alternatywnie pod względem prezentowanej muzyki, zrobiło się również podczas tegorocznego XIX finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na którym kilka zespołów miało swoje „pięć minut”. I chociaż nie wszystkim podobał się pomysł, bo jedni nazwą taniec pogo „obijaniem się w epileptycznym szale” a inni pamiętają, że ten taniec wywodzi się z kultury Indian. Dla funkcjonariuszy SB, obserwujących koncerty punk-rockowe odbywające się w latach osiemdziesiątych w Jarocinie to „rytualny taniec wzmacniający ducha i mięśnie” jak pisali w meldunkach. Dla punka czy metala to po prostu zabawa. I chociaż dla postronnych osób wygląda na niebezpieczną i sprawiającą wrażenie prawdziwej bójki to tak naprawdę nic nikomu się złego nie stanie, ponieważ w subkulturze tej panuje wyjątkowa solidarność i osoby które się przewrócą są natychmiast podnoszone przez tańczących obok. Prawda jest taka, że ta wyjątkowa muzyka zaistniała na WOŚP a Ci „specyficzni” ludzie przyczynili się swoją pracą do tego, że osoby z kręgu nietypowej subkultury wyszły z domów i wrzuciły jakiś pieniążek do puszki. Swoją drogą ciekawe ilu ludzi dziś pamięta Jurka Owsiaka jako głos Rozgłośni Harcerskiej, założyciela Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników, czy jako Obserwatora Rzeczy Ulotnych i Dziwnych w prowadzonym, wraz z Agatą Młynarską na antenie telewizyjnej Dwójki, programie „Kręcioła”? Kto pamięta Jurka chłodzącego, pogujących pod jarocińską sceną ludzi, wylewając na nich wiadra zimnej wody? To były wczesne lata dziewięćdziesiąte. Można, chyba śmiało powiedzieć, że na pierwsze finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odpowiedziały właśnie głównie subkultury związane z muzyką rockową i punk-rockową następnie harcerze, a później to już poleciała fala.
   Nie da się ukryć, że organizacja takich koncertów, czy udostępnienie lokalu, sceny dla niecodziennej muzyki spotyka się z brakiem aprobaty ze strony tych „normalnych”, jak mówią o sobie, rezydentów naszego wyjątkowego grodu. A metropolia nasza jest wyjątkowa bez wątpliwości. Wspomniany wcześniej właściciel osobliwego szynku, nie raz miał do czynienia z patrolem policji przybyłym z powodu zakłócania ciszy nocnej. Raz zdarzyło się niestety, że musiał przerwać koncert, bowiem zbliżała się godzina dwudziesta druga. Spotkało się to z dużym niezadowoleniem, ze strony uczestników koncertu. Szczególnie tych przybyłych spoza naszej aglomeracji a organizatorzy przyjęli sporo niemiłych słów.
Widać zapomnieli co niektórzy, „normalni”, jak na starych szpulowcach ZK-140 podłączonych do radioodbiornika zgrywali piosenki z radiowej Trójki, takich zespołów jak Black Sabath, Judas Priest, Pink Floyd, King of Crinsom, Metallica czy zespołów tak zwanego big beat’u jak np. Blackout, Czerwono-czarni i puszczali na cały regulator gdzieś po piwnicach czy garażach. Bo jak mówi stare powiedzenie „zapomniał wół jak cielęciem był”. Dla kogoś muzyką nie do wytrzymania będzie twórczość Antonio Vivaldiego, Bacha, Mozarta, Starego Dobrego Małżeństwa, Grupy Bukowina, Czerwonych gitar, Blackout’ów, Eminema, 2pac’a, dla innych Dezertera, Sex Pistols, The Analogs, K.Z.K czy wreszcie Pink Floyd, Metallica, i im podobnych.

   Faktem niezaprzeczalnym jest, że owe szerokie spojrzenie Darka Ryżczaka jakby dodaje różnych barw naszemu miastu, prezentuje całą gamę różnych muzycznych smaków. Zastanawia tylko to dlaczego Ci, którzy biorą pieniądze za organizację tego typu hulanek i ogólnie ujmując animację kulturalną naszego miasta nie mogą znaleźć pomysłu na zorganizowanie podobnych imprez. Biorąc do ręki plan imprez organizowanych przez Miejski Dom Kultury na bieżący rok mina rzednie, bowiem nie ma w nim nic nowego. Ani nowego pomysłu, ani nowej formy. Wniosek z tego taki, że jeśli obywatelu sam nic nie zrobisz, nie zorganizujesz na nowości z MDK nie masz co liczyć.

   Wspomnieć należy również, że są osoby w naszym mieście, które z rozrzewnieniem wspominają stary „Wiatrak”, organizowany jeszcze przez wszystkim znaną "Ciocię Ulę". Obecna forma tego przeglądu wydaje się być imprezą snobistyczną i zamkniętą. Poprzedni „Wiatrak” jakoś było widać w mieście i czuło się tę szantową atmosferę. Wtedy też nikt jakoś nie miał pretensji do organizowanego w czasie tego przeglądu, nocnego grania. Nikomu nie przeszkadzała muzyka grana w nocy, też pod samymi oknami budynku mieszkalnego, a wszyscy wyśmienicie się bawili, przyjeżdżali z całej Polski i nie tylko.

wtorek, 25 stycznia 2011

Policyjna robota

Dawno mnie tu nie było. No cóż odwiedził  mnie diabeł w anielskiej skórze i zabrał na czas jakiś powodując chwilowe opuszczenie Weny, ale już jestem z powrotem i wracam do siebie.
  20 stycznia 2011 roku miałem zaszczyt uczestniczyć w rocznej odprawie wszystkich ogniw świnoujskiej Komendy Miejskiej Policji. Zaszczyt tym większy, że uczestniczyłem w niej w roli dziennikarza, a rola ta sprawia mi wielką frajdę (tylko wielką frajdę), a służby mundurowe są mi szczególnie bliskie.
  Przedstawione w prezentacji multimedialnej, przez I zastępcę komendanta podinsp. Myszę, dane statystyczne były oczywiście bardzo zadowalające. W porównaniu do lat ubiegłych świnoujska jednostka policji podniosła wykrywalność i zwiększyła dynamikę wszczętych postępowań. Należy zaznaczyć, że nasi policjanci w wielu przypadkach dorównywali progom satysfakcjonowania założonym przez Komendę Główną Policji, a czasem nawet je przekraczali np. wskaźnik wykonanych służb patrolowych przez wydział prewencji i ruchu drogowego został przekroczony o ponad 5 punktów procentowych. Próg satysfakcjonowania ustalony przez KGP to 51% , a świnoujscy policjanci wypracowali 56,44%.
  Pozwólcie, że przedstawię trochę liczb ponieważ są one dosyć interesujące. Tak liczby, jak i oceniane dziedziny i poszczególne punkty.
Wykrywalność ogólna w 2010 roku wyniosła 80,9%.  To o 14,6% więcej w porównaniu z rokiem 2007.
W 2010 roku ujawniono 645 przestępstw o charakterze kryminalnym tj. kradzież rzeczy, włamania z kradzieżą itp. Z czego wykryto 465. W tym przypadku wykrywalność osiągnęła 49,4%. Dla porównania w 2006 roku wykrywalność tego typu przestępstw sięgała 28,2%.
Wszczęto 154 postępowania w sprawach o kradzież rzeczy, 55 postępowań w sprawie  o włamania z kradzieżą, 8 w sprawie wymuszeń rozbójniczych, 5 w sprawie bójek i pobić. Wszczęto 181 postępowań w sprawie przestępstw drogowych z art. 178a, czyli nietrzeźwych kierowców. Zatrzymano 75 osób podejrzanych o posiadanie narkotyków. Odnotowano 43 przypadki napaści, nietykalności osobistej i znieważenia funkcjonariusza policji na służbie.
W dziedzinie przestępczości gospodarczej wszczęto, w 2010 roku, 87 spraw. W tym przypadku wskaźnik wykrywalności osiągnął 96,7%. Ujawniono 9 przypadków przestępstw o charakterze korupcyjnym.
U 121 podejrzanych zabezpieczono mienie o łącznej wartości 15851 zł (131zł/podejrzanego). W 39.68% przypadków w ustaleniu podejrzanych pomógł zebrany przez „kryminalnych” materiał operacyjny.
W  roku ubiegłym świnoujska policja poszukiwała 313 osób z czego 100 to osoby poszukiwane z lat poprzednich. Z 213 osób 189 to podejrzani a 24 to osoby które zaginęły. Na dzień 1 stycznia 2011 roku nadal poszukiwanych jest 69 osób z czego wiadomo, że 61 przebywa poza granicami kraju. Wobec niektórych z tych osób zastosowano europejskie listy gończe. Nie w każdym przypadku można zastosować taki środek. Naszej policji znany jest przypadek poszukiwanej Polki która wyjechała do Niemiec, tam wyszła za mąż, urodziła dziecko i Niemcy nie chcą wydać Polki.

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego i Prewencji świnoujskiej policji, nałożyli 4612 grzywien w drodze mandatu karnego. Podjęli 3654 interwencje, w tym 2732 w miejscach publicznych i 922 interwencje domowe. Dzielnicowi odbyli 861 spotkań ze społeczeństwem. 80  osób doprowadzono do wytrzeźwienia.
Komenda Miejska Policji w Świnoujściu, dzięki porozumieniu między Prezydentem Miasta Świnoujście a Komendantem Szkoły Policji w Słupsku, jest jedną z nielicznych jednostek w której odbywają praktyki słuchacze szkoły policyjnej. W 2010 roku 408 służb odbyło się wraz z właśnie tymi słuchaczami. 884 służby odbyły się wspólnie z funkcjonariuszami Straży Granicznej.

Efektywność świnoujskiej jednostki policji wynosi 81.79% co powoduje, że nasza jednostka plasuje się na 10 miejscu wśród jednostek województwa zachodniopomorskiego.

W roku ubiegłym KMP Świnoujście została wsparta ze strony Miasta kwotą 100.000 złotych, z czego m.in. wykonano remont łodzi patrolowej policji.

Decyzją Komendanta Wojewódzkiego Policji, KMP Świnoujście przeszła reorganizację w wyniku której zmniejszono liczbę etatów do 92 z czego 53 to etaty w Wydziale Prewencji i Ruchu Drogowego.

Wobec 2 policjantów wszczęto postępowanie dyscyplinarne w wyniku którego zostali oni uznani za winnych naruszenia dyscypliny służbowej i zostali ukarani naganą. Wobec 3 innych przeprowadzono rozmowy dyscyplinarne.

Należy wspomnieć, że w obecnym budżecie miasta, na rok 2011, przewidziano o 20 tyś. zł. więcej.
Moim skromnym zdaniem, należy całej komendzie policji pogratulować tak wspaniałej statystyki, bowiem nie jest to jedyna służba porządkowa na terenie naszego miasta. Zapewne wykrywalnością przestępstw gospodarczych mogłaby również pochwalić się Służba Celna, Straż Graniczna. Straż Graniczna dorzuciłaby zapewne również kilka innych kamyków do tego worka. Mamy tez na terenie Świnoujścia Żandarmerię Wojskową. Wszystko to daje piękny obraz prawie stu procentowo bezpiecznego miasta. Trochę gorzej wygląda to ze strony mieszkańców. Otóż Głos szczeciński zapytał, za pośrednictwem swoje portalu internetowego, mieszkańców Świnoujścia o to czy czują się w mieście bezpiecznie. W dniu 19 stycznia, około godziny 11.00 tak przedstawiały się wyniki. TAK – 39,2% NIE – 47,1% NIE MAM ZDANIA – 13,1%
   

wtorek, 4 stycznia 2011

Carska Europa?

   Jakoś życie codzienne nie przynosi  mi zbyt wielu powodów do rozmyślania nad jakąś bliżej nieokreśloną etyką, no może poza kilkoma uwagami na stronie tygodnika dla którego piszę odnoszącymi się do tego co piszę, lecz to raczej są krzyki jakiegoś zranionego w puszczy zwierza niż powody do przejmowania się.
  Gazety, media, telewizja to właśnie one dostarczają mi ostatnio tematów do zastanawiania się nad innymi sprawami. Dokąd zmierza ten kraj, ten świat? I o ile światem bym się nie przejmował aż tak bardzo, krajem jak najbardziej będę.
    Zastanówmy się. Spójrzmy z perspektywy, na to gdzie teraz Polska jest. Nie jesteśmy postrzegani jako mały, biedny kraj a raczej jako kraj intensywnie rozwijający się. A zapytam tak przewrotnie: a kto się rozwija? Może politycy. Ci celebryci, będący na samej górze. Bo na pewno, tu na dole nie jest łatwo się rozwijać.
   Polska. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, którą ja sam nazwałbym dumnie związkiem. Związek krajów europejskich, może nawet republik. Nie daleko, bo zaledwie kilka kilometrów od miejsca mojego zamieszkania, stoi tablica z napisem „Republika Polska” a po drugiej stronie ulicy betonowy słupek pomalowany w czarno-czerwono-żółte pasy. Związek Republik Słowiańsko-Germańskich? No nie, bo jeszcze UK. Tylko, że UK nadal ma swoją walutę, chociaż już dawno mogła wejść do strefy euro. Z tego co pamiętam, 47% społeczeństwa niemieckiego chce powrotu marki niemieckiej, 77% tego samego społeczeństwa uważa, że od momentu wprowadzenia Euro w Niemczech nie ma osobistych korzyści. Jak na tę Unię spojrzeć z boku, to moi mili, wcale nie robi się śmiesznie. Wręcz przeciwnie. Kiedyś, patrząc z perspektywy historycznej, wcale nie tak dawno  Niemcy chcieli nas na siłę uczyć języka niemieckiego. Chcieli aby państwo Polska i nie tylko ono, zniknęło z mapy świata. Teraz mam wrażenie, że sami na to pozwalamy. Zmierzamy, ku wspólnej walucie, w szkołach obowiązkowo nauczany jest język angielski bądź niemiecki. Władza pieniądza powoduje, że dajemy się sprzedać. Sprzedajemy bez sensownie grunty obcym (zagranicznym) kapitałom, zamiast je wydzierżawiać. Sprzedajemy apartamenty zagranicznym udziałowcom za, dla nas, ciężkie pieniądze zamiast budować dobre, tanie mieszkania dla młodych polskich rodzin. Dla pieniędzy potrafimy też zaniżyć swoją wartość, żeby nie powiedzieć zeszmacić się, w oczach przełożonych, choćby wtedy kiedy zamiast korzystać z przepisów pozwalających nam odpocząć w ustawowo zapewnione dni wolne od pracy, my chętnie przyjdziemy do pracy, bo przecież każdy chce zarobić. No a największy zarobek ma pracodawca, szczególnie taki co to jeszcze postraszy, że jak się nie podoba to wynocha.  Większość dyktuje nam Unia.  Limity odławianych ryb, wysokość podatków, za co te podatki. Mało tego okazuje się, że są też równi i równiejsi. Bo jak inaczej nazwać fakt, że np. właśnie Wielka Brytania i Irlandia obroniła się przed wprowadzeniem podatku na książki, a w Polsce mówi się: „dobrze, że i tak udało nam się przedłużyć stawkę zerową od 2007r. ”- minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski w wywiadzie dla jednej z ogólnopolskich gazet. No ale co z tego? Koniec końcem od początku 2011 roku w Polsce obowiązuje 5% VAT na książki. W kraju w którym 62% społeczeństwa przez rok 2010 nie przeczytało ani jednej książki. W kraju w którym jeśli kupuje się już książkę to kucharską albo atlas czy przewodnik. W kraju w którym nie długo czytelnik biorąc książkę do ręki, będzie szukał na okładce paska przewijania. Ratując czytelnictwo i biorąc pod uwagę, że młodzież woli siedzieć w Internecie, uzasadnionym wydaje się pomysł Zdrojewskiego, polegający na cyfronizacji zbiorów polskiej klasyki w ramach programu Biblioteka Plus.  Jakby nie patrzeć, zapominanie o własnej narodowej kulturze, czy pomaganie w jej wyginięciu poprzez podwyższanie cen książek, można uznać za kolejny efekt zjednoczenia „Wielkiej Europy” zmierzający do powstania na mapie świata nowego kraju – Unii Europejskiej. Unia przecież ma swój hymn, flagę.
   A armia? Dlaczego Polska pozwoliła sobie na zrezygnowanie z zasadniczej służby wojskowej, kiedy w o wiele bogatszych Niemczech taki obowiązek nadal jest? Osobiście nie wyobrażam sobie pięćdziesięcioletniego szeregowego zawodowego w razie "W" zaiwaniającego z karabinkiem PK w okopie. No dobrze może teraz się czepiam a kwestia sprawności fizycznej leży w gestii dowódców jednostek wojskowych. Jednak prawda wygląda tak, że Ci którzy odbyli zasadniczą służbę wojskową, kiedyś tam, są zobowiązani poprzez przysięgę wojskową do obrony terytorium Rzeczypospolitej. Prawo nie działa wstecz. Nowych powoływanych nie będzie, tylko służba zawodowa i Narodowe Siły Rezerwowe. W naszym interesie, w interesie Polski i Polaków jest wychowywać dzieci i młodzież w duchu patriotyzmu. Tłumaczyć, że Polska to jest Ojczyzna. Polska to ziemia dziadków i ojców.
   Nie mam nic przeciwko wspólnocie ale z intercyzą. W przeciwnym razie wszystko wskazuje na to, że trzeba tylko jeszcze trochę popracować nad Europeizacją oportunistycznych państw i wszystko będzie dobrze. Ciekawe tylko kto będzie królem a może carem Europy?