środa, 22 grudnia 2010

Smutna prawda ślubów

 
Od jakiegoś już czasu tak jest, że święta Bożego Narodzenia, skłaniają mnie do rozmyślań na temat związków damsko-męskich, rodziny, religii, Kościoła. Myśli te doprowadziły mnie do zastanawiania się na starym porzekadłem „Nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy”. A ja chyba mógłbym spróbować. Gdyby… Właśnie gdyby. Gdyby się przeważnie nie zdarza, a jak mówi inne porzekadło „Do tanga trzeba dwojga”. Tak więc dziewczyny, bez obaw. Jestem wolny i do wzięcia.
   No dobrze, ale nie do tego miałem zmierzać. Tak więc kontemplując nad związkami zastanawiałem się nad zawieraniem związku małżeńskiego przed władzami Kościelnymi. Zawsze uważałem, że przysięga małżeńska, o nie byle jakiej przecież treści, złożona w obecności świadków - zobowiązuje. Nie jestem zwolennikiem utrzymywania związku małżeńskiego na siłę, choćby było piekłem. Jak mawiano, zdaje się w XVI w. – „Wtedy małżonkowie mogą liczyć na niebo, kiedy utrzymają związek do śmierci, choćby on sam był piekłem.”
   Co ciekawe, większości z nas wydaje się, że stawanie na ślubnym kobiercu przed ołtarzem w obecności świadków, miało miejsce od początku istnienia Kościoła. A tu guzik prawda. Okazuje się, że do IX w., władze Kościoła, uważały ślub zawarty przed władzami świeckimi za wystarczający. To właśnie dopiero w IX w. zawieranie małżeństwa przed władzami świeckimi zaczęło być oprawiane religijną ceremonią. Aż do połowy X w. ślub dla Chrześcijanina nie był obowiązkowy. W połowie X w. co raz więcej związków małżeńskich było zawieranych pomiędzy chrześcijaninem a poganką lub na odwrót. To właśnie z tego powodu klerycy zaczęli interesować się udzielaniem ślubu religijnego.  Sama forma takiego ślubu została prawnie usankcjonowana dopiero w 1563 roku na Soborze Trydeńskim, a jego forma ujednolicona dopiero w 1908 roku !. Tak więc od Soboru Trydeńskiego, ślub kościelny dla Chrześcijanina stał się obowiązkiem. I od tego również czasu twardo trzymano się zasady nierozerwalności związku. Ciekawym jest fakt, że to nie papież a cesarz rzymski Karol Wielki ogłosił, że rozwód jest zbrodnią.
   Cofnijmy się jednak w czasie, do wieku XII, bo w nim oto miała miejsce rzecz ciekawa. W XII w. papież Aleksander III po raz pierwszy oficjalnie złamał zasadę nierozerwalności związku. I nie uwierzycie dlaczego. Wierzcie lub nie, ale już wtedy istniało poplecznictwo i kolesiostwo. Wyobraźcie sobie, że do Aleksandra III – papieża, z nietypową prośbą zwrócił się … angielski biskup Exeter. Pewien szlachcic w diecezji biskupa poprzysiągł poślubić pewną niewiastę, ale niedługo przed ślubem doznał duchowego powołania. Papież pomyślał, pomyślał i powiedział tak:” ponieważ ślub dla Kościoła ma głównie znaczenie ze względu na prokreację, niech Twój szlachcić ożeni się z panną, ale tuż od ołtarza ma udać się do klasztoru. Związek bez zbliżenia cielesnego uznamy za niebyły.”  Ha!. Oto pojawiła się pierwsza furtka. Kolejne otwierali kolejni papieże. Miał w tym też swój udział Jan Paweł II, który Prawo Kanoniczne w 1983 roku sprowadził do dzisiejszej postaci.
   W dobie kryzysu Kościoła chrześcijańskiego, takie fakty kruszą jego podwaliny. Bo oto okazuję się, że Ci którzy głoszą słowo prawdy stają się w naszych oczach krętaczami na potrzeby sytuacji. Nie ma więc też co dziwić się, że kryzys ów w Europie wykorzystują inne religie jak na przykład Islam. Słyszymy o protestach przeciwko budowie meczetu na warszawskiej Ochocie, czy eksmisji Czeczenów z Łomży. W obecnej Europie co czwarty mieszkaniec Rotterdamu, co piąty Amsterdamu, co dziesiąty Londynu, Kopenhagi to muzułmanin. Według demografów pod koniec XXI wieku 25 procent Europejczyków będzie wyznawało Islam.
   Nie odważę, się z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że muzułmanie podbijają Europę swoją religią podobnie jak czynili to Chrześcijanie, ale wystarczy przeczytać Stary Testament, aby ku takiej refleksji się skłaniać.
   Nawiązując do początku. Jaki sens ma zawieranie związku małżeńskiego w obliczu Boga, skoro to twór na potrzeby sytuacji? Chyba tylko ze względu na tradycję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz