środa, 29 grudnia 2010

Zmiany, zmiany 2011

   Już tradycją się staje, że koniec starego i początek nowego roku niesie zmiany w naszym kraju. Czasem na lepsze, ale w większości przypadków nie jesteśmy z tych zmian zadowoleni.
    Nowy 2011 Rok przyniesie nam podwyżkę podstawowej stawki podatku VAT z dotychczasowych 22 na 23 procent. Stawka ta obejmie nie tylko artykuły żywnościowe czy paliwo ale także znajdzie się w cenie, dotychczas nieobciążonego tym podatkiem, kursu kierowców. Z początkiem Nowego Roku nieopłacalny stanie się również zakup samochodu z homologacją ciężarową, z tzw. kratką. Do tej pory kupując taki pojazd można było sobie odliczyć całkowicie VAT nawet w jednoosobowej firmie. Teraz można będzie odliczyć 60% VAT-u jednak nie więcej niż 6 tyś złotych.
   Zmiany przepisów Kodeksu Drogowego to kolejny wachlarz zmian przewidziany przez ustawodawcę na 2011 rok. Tu akurat zmiany należy zaliczyć do tej lepszej części. Już od 31 grudnia na autostradach będzie można jeździć z prędkością 140 km/h a na drogach ekspresowych z dwoma pasami ruchu 120 km/h. Od mniej więcej, bo jeszcze dokładnie nie wiadomo kiedy, połowy nowego roku nie zostaniemy ukarani mandatem za przekroczenie prędkości do 10 km/h, ale tylko wtedy gdy przekroczenie to zostanie zarejestrowane  przez wideorejestrator lub fotoradar. Będą też likwidowane atrapy tych urządzeń. Z gorszych wiadomości dla kierowców amatorów jest fakt rozszerzenia uprawnień Inspekcji Transportu Drogowego, popularnie zwanej krokodylami, która będzie miała prawo kontrolowania i karania wszystkich kierowców. Nie tylko tych pracujących w transporcie jak to było dotychczas. Straż Miejska nie będzie mogła korzystać z fotoradarów na słupach a jedynie z przenośnych lub zainstalowanych w samochodzie. Miejsce kontroli będzie musiało być oznaczone i dodatkowo uzgodnione z policją, a pieniądze z mandatów nałożonych przez Straże Miejskie będą mogły zostać wykorzystane przez samorządy jedynie na remonty dróg lub poprawę bezpieczeństwa. Niestety w 2011 roku również wzrośnie opłata za przejazdy niektórymi odcinkami autostrad A2 i A4, a z początkiem roku na drogach wewnętrznych mają pojawić się znaki D-52 „strefa ruchu”, na której to będą obowiązywały wszystkie przepisy Kodeksu Drogowego a nie tylko obowiązek stosowania się do znaków.
   Z końcem 2011 roku ustawodawca chce wprowadzić zmiany w przepisach drogowych dotyczących rozszerzenia kategorii prawa jazdy a także wprowadzić zmiany dotyczące młodych kierowców. Młody kierowca po otrzymaniu upragnionego dokumentu, przez okres ośmiu miesięcy, będzie musiał poruszać się pojazdem oznaczonym zielonymi listkami i nie będzie mógł przekroczyć prędkości 80 km/h. Będzie również musiał odbyć dodatkowe szkolenie o tematyce bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Jeśli w ciągu dwóch lat, dopuści się dwóch wykroczeń drogowych, zostanie skierowany na kurs reedukacyjny a czas próby zostanie mu wydłużony o kolejne dwa lata.
   To najważniejsze zmiany w przepisach ruchu drogowego, ale nie wszystkie.  Na jesieni 2011 roku ma zniknąć dotychczasowa opłata recyclingowa i pojawić się kara grzywny za nie zgłoszenie zbycia/kupna pojazdu właściwemu organowi. W gestii sądów pozostanie czy pijanemu kierowcy roweru, odebrać prawo jazdy czy też nie. Kierowcom i zainteresowanym pozostaje śledzić periodyki ich dotyczące, ponieważ przez cały 2011 rok zmiany będą wchodziły w życie.
Na podstawie informacji w Internecie i tygodnika „Motor”

środa, 22 grudnia 2010

Smutna prawda ślubów

 
Od jakiegoś już czasu tak jest, że święta Bożego Narodzenia, skłaniają mnie do rozmyślań na temat związków damsko-męskich, rodziny, religii, Kościoła. Myśli te doprowadziły mnie do zastanawiania się na starym porzekadłem „Nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy”. A ja chyba mógłbym spróbować. Gdyby… Właśnie gdyby. Gdyby się przeważnie nie zdarza, a jak mówi inne porzekadło „Do tanga trzeba dwojga”. Tak więc dziewczyny, bez obaw. Jestem wolny i do wzięcia.
   No dobrze, ale nie do tego miałem zmierzać. Tak więc kontemplując nad związkami zastanawiałem się nad zawieraniem związku małżeńskiego przed władzami Kościelnymi. Zawsze uważałem, że przysięga małżeńska, o nie byle jakiej przecież treści, złożona w obecności świadków - zobowiązuje. Nie jestem zwolennikiem utrzymywania związku małżeńskiego na siłę, choćby było piekłem. Jak mawiano, zdaje się w XVI w. – „Wtedy małżonkowie mogą liczyć na niebo, kiedy utrzymają związek do śmierci, choćby on sam był piekłem.”
   Co ciekawe, większości z nas wydaje się, że stawanie na ślubnym kobiercu przed ołtarzem w obecności świadków, miało miejsce od początku istnienia Kościoła. A tu guzik prawda. Okazuje się, że do IX w., władze Kościoła, uważały ślub zawarty przed władzami świeckimi za wystarczający. To właśnie dopiero w IX w. zawieranie małżeństwa przed władzami świeckimi zaczęło być oprawiane religijną ceremonią. Aż do połowy X w. ślub dla Chrześcijanina nie był obowiązkowy. W połowie X w. co raz więcej związków małżeńskich było zawieranych pomiędzy chrześcijaninem a poganką lub na odwrót. To właśnie z tego powodu klerycy zaczęli interesować się udzielaniem ślubu religijnego.  Sama forma takiego ślubu została prawnie usankcjonowana dopiero w 1563 roku na Soborze Trydeńskim, a jego forma ujednolicona dopiero w 1908 roku !. Tak więc od Soboru Trydeńskiego, ślub kościelny dla Chrześcijanina stał się obowiązkiem. I od tego również czasu twardo trzymano się zasady nierozerwalności związku. Ciekawym jest fakt, że to nie papież a cesarz rzymski Karol Wielki ogłosił, że rozwód jest zbrodnią.
   Cofnijmy się jednak w czasie, do wieku XII, bo w nim oto miała miejsce rzecz ciekawa. W XII w. papież Aleksander III po raz pierwszy oficjalnie złamał zasadę nierozerwalności związku. I nie uwierzycie dlaczego. Wierzcie lub nie, ale już wtedy istniało poplecznictwo i kolesiostwo. Wyobraźcie sobie, że do Aleksandra III – papieża, z nietypową prośbą zwrócił się … angielski biskup Exeter. Pewien szlachcic w diecezji biskupa poprzysiągł poślubić pewną niewiastę, ale niedługo przed ślubem doznał duchowego powołania. Papież pomyślał, pomyślał i powiedział tak:” ponieważ ślub dla Kościoła ma głównie znaczenie ze względu na prokreację, niech Twój szlachcić ożeni się z panną, ale tuż od ołtarza ma udać się do klasztoru. Związek bez zbliżenia cielesnego uznamy za niebyły.”  Ha!. Oto pojawiła się pierwsza furtka. Kolejne otwierali kolejni papieże. Miał w tym też swój udział Jan Paweł II, który Prawo Kanoniczne w 1983 roku sprowadził do dzisiejszej postaci.
   W dobie kryzysu Kościoła chrześcijańskiego, takie fakty kruszą jego podwaliny. Bo oto okazuję się, że Ci którzy głoszą słowo prawdy stają się w naszych oczach krętaczami na potrzeby sytuacji. Nie ma więc też co dziwić się, że kryzys ów w Europie wykorzystują inne religie jak na przykład Islam. Słyszymy o protestach przeciwko budowie meczetu na warszawskiej Ochocie, czy eksmisji Czeczenów z Łomży. W obecnej Europie co czwarty mieszkaniec Rotterdamu, co piąty Amsterdamu, co dziesiąty Londynu, Kopenhagi to muzułmanin. Według demografów pod koniec XXI wieku 25 procent Europejczyków będzie wyznawało Islam.
   Nie odważę, się z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że muzułmanie podbijają Europę swoją religią podobnie jak czynili to Chrześcijanie, ale wystarczy przeczytać Stary Testament, aby ku takiej refleksji się skłaniać.
   Nawiązując do początku. Jaki sens ma zawieranie związku małżeńskiego w obliczu Boga, skoro to twór na potrzeby sytuacji? Chyba tylko ze względu na tradycję.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Z rozmyślań niezbyt starego lokalnego malkontenta VI

   Przepraszam. Będzie przyziemnie i ostro. Chociaż bardziej pikantnie byłoby gdybym usiadł do komputera wprost po wejściu do domu po próbach przedarcia się przez miasto, które pięknie usłane jest białym puchem. Jak można milczeć i nie mówić o ułomności i ignorancji władzy, kiedy rowerzysta próbujący jechać na swym pojeździe, chwieje się w koleinach śnieżnych próbując uciec przed jadącym za nim autobusem. Bo ścieżka rowerowa na Warszowie jest nie odśnieżona. A jest tam aż jedna taka ścieżka prowadząca do szkoły i zakładów pracy. Jak można milczeć i udawać, że nie ma problemu kiedy idący do pracy lub wracający z pracy ludzie po przepłynięciu promem idą gęsiego, jeden za drugim, po łydki w śniegu. Bo ktoś zapomniał odśnieżyć chodnik od ulicy Marynarzy do przystani promów miejskich. Jak można powiedzieć, że prace przy odśnieżaniu na terenie Miasta przebiegają odpowiednio pomimo wielu negatywnych odczuć ze strony mieszkańców”, kiedy kierowca samochodu próbuje ruszyć na skrzyżowaniu, które jest zaśnieżone, pod śniegiem lód, a chamy stojące za nim umieją tylko nadużywać sygnału dźwiękowego.
   Chcieliście Państwo przykładów ignorancji i nieudolności władzy, braku konsekwencji w należytym zarządzaniu miastem? Proszę bardzo. Kto jeszcze nie wierzy. Proponuję wyjść z samochodu i spróbować przejść się przez miasto. Choćby spacerkiem wyjść do pracy o tej samej porze co zwykle i spróbować się nie spóźnić.

Świnoujska zima w obiektywie




poniedziałek, 13 grudnia 2010

Z rozmyślań niezbyt starego lokalnego malkontenta V

   Zapoznałem się  ostatnio z wynikami renomowanego rankingu „Country Brand Index” z 2009 roku. Jest to ranking który odpowiada na pytanie – z czego słynie dany kraj? Porównuje jakby markę państw.
  W rankingu tym Polska znajduje się na szlachetnej 82 pozycji (na 110 branych pod uwagę państw). Nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy, znajdują się w pierwszej dziesiątce. Czyżby Polacy nie umieli zapoznać cudzoziemców z marką jaką prezentujemy?  Mamy wiele wybitnych postaci – Lech Wałęsa, Jan Paweł II. Mamy również produkty z których Polska słynie w świecie, jak chociażby rodzima wódeczka.
   Wydaje się, że nie umieliśmy sprzedać swojej marki wtedy gdy oczy Europy, ba całego świata były zwrócone na nas. Myślę o czasie gdy przystępowaliśmy do NATO i wstępowaliśmy do Unii Europejskiej.
   Jesteśmy chyba raczej postrzegani jak mali, krępi Sarmaci z szabelką u boku, którzy umieją robić tylko wrzawę w sytuacjach tylko sobie dobrze znanych. A wówczas turyści nas odwiedzający pukają się w czoło z braku zrozumienia.
   Z drugiej strony, jak sprzedać dobra markę naszej Ojczyzny, kiedy większość wybitnych umysłów musiała wyjechać za granicę po to by móc kontynuować swoje badania naukowe lub nie być prześladowanymi.
   Jednak nie jest tak źle. Polacy w świecie są witani z otwartymi rękoma i uśmiechem. Są postrzegani za ludzi otwartych i gościnnych. Świadczą o tym wydarzenia opowiedziane mi, w pewnej autentycznej historii, przez mojego kolegę. Otóż na jeden z polskich statków-szpitali trafił Belg, który na morzu poparzył się olejem.  Polacy zaopiekowali się chorym. Zaczęli go leczyć polską gościnnością, gitarą, śpiewami no i oczywiście wspomnianą wódeczką. Po opuszczeniu pokładu polskiej bandery, niespodziewanie ten sam Belg, po około dwóch tygodniach, trafił z powrotem na tę samą jednostkę. Przekraczając burtę, wchodził na pokład z uśmiechem i otwartymi rękoma, mówiąc „Polish friends!”. Jak się później okazało „polska medycyna” tak się mu spodobała, że specjalnie poparzył sobie dłoń i przedramię, aby trafić do polskich przyjaciół. Równie dobrze rozpoznawany w świecie jest polski zakręt – nie będę przytaczał odpowiednika łacińskiego. W każdym razie, gdy Polak znajdzie się w restauracji za granicą i przegląda menu, mówi „Co to, zakręt, jest?” Na co kelner „Zakręt? Polish friends” I znów uśmiecha się i wpada nam w ramiona.
   My po prostu mamy niekonwencjonalne sposoby sprzedaży marki „Polska”, przy których sondaże i rankingi wymiękają.

wtorek, 7 grudnia 2010

Z rozmyślań niezbyt starego lokalnego malkontenta IV

  Po powyborczej konferencji prasowej świnoujskiej Platformy Obywatelskiej wyszedłem z myślą, że będzie bynajmniej niepisana koalicja SLD – PO. I już w głowie rodził mi się pomysł na kolejny odcinek moich rozmyślań. Nawet piosenkę chciałem przypomnieć panu Darkowi ku przestrodze:
                           „Los Cię w drogę pchnął i ukradkiem drwiąc się śmiał,
                              bo nadzieję dając Ci fałszywy klejnot dał”.
  Niestety stało się inaczej. Prezydent pokrzyżował moje plany organizując swój gabinet spośród osób z najbliższego otoczenia. Być może to mała kara dla pana Przewodniczącego  PO za ten malutki ale zauważalny zwrot o przynajmniej dziewięćdziesiąt stopni. Zwrot ten dał się wyczuć gdy Przewodniczący PO zachwiał się i poddał w wątpliwość swoje pierworodne postanowienie dotyczące zwrotu nienależnie pobranych świadczeń na rzecz Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej mówiąc teraz: „Ja jednak sięgnąłbym jeszcze raz do analizy prawnej”.  
   A Prezydent widocznie stwierdził, że wśród zaproponowanych mu kandydatów będzie smutno i nudno. No bo co mu będzie w gabinecie jakiś mizantrop siedział albo drugi, nie daj Boże, znów chojnie będzie kasę miasta zasilał. A z tego potem tylko nie przyjemności.... Wśród niewiast Prezydentowi z pewnością będzie weselej.
   Oby nie tak "wesoło" jak podczas oglądania zdjęć pod koniec ostatniej prezydenckiej konferencji prasowej.

piątek, 3 grudnia 2010

Harce 20 ŚDSH

   Mówi się,  że harcerze 20 ŚDSH w trakcie ostatniego biwaku drużyny opanowali DW Polaris. Ponoć spętali personel po czym udali się do kuchni, gdzie opróżniali garnki jak leci. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że powyższe zachowanie, było wynikiem jakości przygotowanego jadła serwowanego w miejscu biwaku. Wyglądało i smakowało niczym jadło z bagien przygotowane przez ogrzycę Fionę.    
Jednak nie udało mi się potwierdzić tych informacji.



poniedziałek, 29 listopada 2010

Z rozmyślań niezbyt starego lokalnego malkontenta III

W ostatnią niedziele dane mi było w jednej z ogólnopolskich telewizji obejrzeć transmisje z posiedzenia Areopagu Gdańskiego 2010. Jednym z wielu gości Areopagu był prof. Wiesław Godzic, którego wypowiedź mocno mnie zaintrygowała. Otóż profesor uważa obecne młode pokolenie za pokolenie „ja”. „Jak się zachować? – bądź sobą, odpowiadają. Nie są odporni na krytykę, są wyedukowani, aktywni, ale nie starają się zbytnio, to co ma przyjść do mnie, przyjdzie za jakiś czas” – twierdzi Godzic.  A ja się zastanawiam. Pytam się:  gdzie autorytet rodzica u młodego człowieka?
Autorytet i celebryta to nie to samo. Celebrytą młodzieży bez wątpienia jest Kuba Wojewódzki, Szymon Majewski. Czego można nauczyć się od tych ludzi widząc ich tylko na ekranie telewizora? Inteligentnego chamstwa? Dość wysublimowanego języka, niekoniecznie poprawnego, tak pod względem wypowiedzi jak i kultury językowej?  Nic dziwnego, że młodzież woli takie programy telewizyjne. Jaka jest rola dzisiejszego rodzica? Pędzimy za pieniędzmi, nie mamy czasu dla dzieciaków, zwalając i próbując się w tym wszystkim trochę chyba się usprawiedliwić, spychając nasze obowiązki na szkołę, przedszkole. Nie zdajemy sobie na co dzień sprawy z problemu. Pędzimy ku materii zapominając o stronie duchowej, zapominamy o rozmowach z dzieciakami które powinny promować ich do sukcesu. W tym biegu nie zdajemy sobie również sprawy z tego, że „wiele szkół także przeżywa kryzys, ucząc do wyścigu a nie do budowania wartości” (prof. Ewa Woydyłło – psycholog, terapeutka). My rodzice musimy zdawać sobie sprawę i mimo wszystko mieć kontrolę nad pochłanianymi przez młodych telewizyjnymi wartościami.  Wskazujmy, podejmując rozmowę, dobre i złe cechy. Wskazujmy pozytywne rzeczy robione przez celebrytów, takie jak walka o szpik kostny, o dobre warunki dla zwierząt, czy walka z kłamstwem. Przypomnijmy sobie słowa Adama Asnyka, których uczono nas w szkołach: „Takie będę Rzeczypospolite, jakie Jej młodzieży chowanie”.
To jak młodzież dziś postrzega Ojczyznę? Czy jest nią Polska, czy może cała Europa? To kolejny temat do rozmyślań.

czwartek, 25 listopada 2010

Z rozmyślań niezbyt starego lokalnego malkontenta II

   Na jednym ze świnoujskich portali internetowych przeczytałem ostatnio o bardzo interesującej inwestycji którą to nasi lokalni rajcy chcą nam zafundować. Myślę o niejakiej Świn Tower, czyli o istnym szarym,  wielkim na sto metrów w górę, betonowym cudeńku. Cudo owe, miałoby być ustawione w linii Parku Zdrojowego.  I tak myślę: czy w naszym mieście jest zbyt wiele terenów zielonych, gdzie można pójść na spacer z dziewczyną? Czy naprawdę potrzeba nam takiego niemodnego molocha? Chcemy pogodzić  potrzeby miasta uzdrowiskowego z potrzebami mieszkańców, ale to jest zdecydowanie nietrafiony sposób. Bo niby gdzie kuracjusze mieliby wtedy chodzić na, zalecane przez doktorów, spacerki? Na Wydrzany? Poza tym osobiście uważam, że taki projekt jest niczym innym jak leczeniem kompleksów małomiasteczkowości i niezdawaniem sobie sprawy z możliwości rozwojowych takiego miasta jak Świnoujście. Ale czemu tu się dziwić, kiedy od młodszej koleżanki  która wyjechała na stałe ze Świnoujścia zaledwie do Szczecina  słyszę w słuchawce telefonicznej, że ja jestem farmer a Ona miastowa. Hm daje to pewien pogląd na samoocenę co niektórych nie wspominając o swego rodzaju buractwie. Mam nadzieję, że wspomniany projekt nigdy, a przynajmniej nie w tym miejscu, nie zostanie zrealizowany. Świnoujście to miasto uzdrowiskowe, ale nie lecznica kompleksów, czy niskiej introspekcji.    A teraz pozwolą Państwo, że  jak każdy przykładny farmer, wyjdę na pole ze swym kabanem.

czwartek, 18 listopada 2010

Z rozmyślań niezbyt starego lokalnego malkontenta

    Tak, tak wiem, że czytając tytuł pierwsze co na myśl przychodzi to filmowy lokalny głupek. Jednak nie o filmie i nie o lokalnych głupkach będzie. Moją głowę ostatnio bardzo zaprząta obecna kampania wyborów samorządowych. I choć znalazłoby się lokalnych, bynajmniej niemądrych, to też o nich bezpośrednio nie będzie.
    Tak się zastanawiam ilu uprawnionych do głosowania zabierze głos w tych wyborach a ilu tych których głosu nie zabrało, po wyborach będzie narzekać, że jest źle, nie dobrze i że w ogóle, ta nowo wybrana władza jest do bani. Ale od początku.
    Przyglądając się obecnej kampanii początkowo odniosłem wrażenie spóźnionego zapłonu i jakby działania po cichu, z zaskoczenia. Nie wiem czy wszyscy odnieśli takie wrażenie, że internet jest już wszędzie. I nie chodzi mi o to, że cudownym zrządzeniem losu nagle trafił pod strzechy ale o to, że pojawia się już praktycznie w każdej dziedzinie życia. Pierwszą część kampanii obserwowałem właśnie na stronach internetowych, na których to kandydaci przekonywali elektorat jakie to cudowne plany mają wobec miasta i jego mieszkańców.
     Jakby przecinkami, czy odskoczniami były debaty, na których mogliśmy się przekonać o refleksie na zadawane „ciosy”,  inteligencji i elokwencji kandydatów do urzędu prezydenta miasta.
     Niby z nienacka na ulicach miasta, niczym przysłowiowe grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać banery i plakaty politycznych ugrupowań. I pojawia się pytanie w głowie zwykłego, szarego śmiertelnika. Co się stało z ugrupowaniami apolitycznymi? Gdzie oni są? Dlaczego ich nie widać?!  Odpowiedź jest wprost banalna. Tak banalna, że pusty śmiech ogarnia. Ale to raczej śmiech rozpaczy i bezsilności. Otóż okazuje się, że numery list partii są losowane centralnie. W Warszawie. A numery list ugrupowań, czy jak kto woli, stowarzyszeń apolitycznych lokalnie i to prawie z tygodniowym opóźnieniem. Nie licząc awarii systemu komputerowego, dzięki której w naszym mieście owe losowanie odbyło się dzień później. Tak więc, ewentualni przyszli samorządowcy nie związani z żadną partią, a nota bene chyba bliżsi sercom lokalnej społeczności poprzez różne społeczne działania, mają maleńkie opóźnienie.
    No dobrze. Przyszedł czas, że wszyscy porozwieszali się po mieście. Jedni niczym „Dzieci kwiaty” z lat sześćdziesiątych inni po prostu uśmiechnięci a pod ich nazwiskami hasła o sprawiedliwości,  chęci działania na rzecz Świnoujścian. I tak idąc przez miasto taka retrospekcja z filmu pt „Dzień świra” mi się ukazuje. W której to tytułowy Świr, przedstawiciel polskiej inteligencji, nauczyciel języka polskiego ogląda telewizję a na ekranie pojawiają się czarni, czerwoni i biali przekonując o swoich racjach, mówiąc: „ Jedna jest racja i to moja racja.”  „Jedna jest racja, najświętsza racja.” „Moja racja jest mojższa, niż Twoja racja jest twojsza.” Cały pic w tym, że przywołany Świr, ma prawo wyboru ponieważ zapoznał się z racjami.
    Po kolejne. Ilu przedstawicieli tak zwanego młodego pokolenia, mam na myśli osiemnasto, dziewiętnastolatków, nie spowinowaconymi z różnymi ugrupowaniami, weźmie udział w wyborach? W ostatnich wyborach samorządowych, według mojej wiedzy, wzięło udział czterdzieści procent uprawnionych do głosowania. Niestety nie posiadam wiedzy ilu młodych przystąpiło do głosowania, ale śmiem twierdzić, że bardzo nie wielu. A jeśli jednak to chyba tylko dlatego by poczuć się choć przez chwilę dorosłym i pochwalić się dowodem osobistym przed obcą osobą. Jednak jak młody człowiek ma świadomie wziąć udział w najważniejszych wyborach, od których zależy wizerunek jego miasta, jeśli w słuchanych piosenkach słyszymy „… Jesteś im potrzebny, żeby wrzucić głos do urny. Jesteś im potrzebny, żeby karmić tłuste brzuchy.”? To akurat punk rockowy zespół Dezerter. Ale mogę przytoczyć inny kawałek. Autorstwa Kuby Kawalca z zespołu Happysad. „Świat nie kończy się na ich słowach, nie kończy się na ich gestach, nie widzisz gdy nie chcesz, śmiejesz się prosto w twarz.” Ten akurat nawołuje do miłości i mówi o tym, że podmiotu lirycznego miłość jest piękna. Fajnie, ale nie tylko miłością człowiek żyje. Ktoś powie, że nie tylko wyborami. Ale wybory mamy co 4 lata, a kochać należy się co dzień. Tak mi się wydaje.
    Zmierzając ku końcowi mojego marudzenia. Apel do młodych. Jest jeszcze parę. Dosłownie. Para do dwa, dni do zapoznania się z kandydatami, do odrobienia lekcji i możliwości rozliczenia wybranych przez Was władz. Po mimo tego, że większość z Was wyjedzie na studia do większych miast, pozna nowych znajomych to tutaj zostawicie Wasze rodziny. To od Waszego, między innymi, wyboru zależy w jakim mieście zostawicie swoje mamy, ojców, dziadków.
Sprawcie, aby mój wiersz:
 „Szczytne” ideały
Kto wpakował we mnie szczytne ideały?
Bóg, Honor, Ojczyzna,
Wiara, Nadzieja, Miłość.
Jak mają się One, do obecnej rzeczywistości?
Obłuda, kłamstwo, zdrada, pęd za bytem.
Czy nie można stracić wiary?
Wiary w Boga,
Wiary w drugiego człowieka.
Jak wierzyć i ufać miłości?
Za oknem słychać weselny orszak.
Czy wierzą, czy ufają sobie?
Nie możliwe!
Dziś trzeba władać kłamstwem, oszukiwać
aby pokazać że jest się Kimś

Nikt nie docenia już Szczytnych Ideałów.
Dziś przeciwieństwo ich, jest nimi samymi.

Nie stał się prawdą. Abyście mieli prawo rozliczania i marudzenia tak jak ja.

p.m.